Monday, September 1, 2008

6 września



Bobmo (Institubes, Paris)

Surfing Leons (Forma T., Belgium)

Sekta & Kosakot (Sorry, Ghettoblaster)

Najbardziej (Beat Banquet)

VJ Ania Troszkiewicz (troszkiewicz.ownlog.com)

Już w najbliższą sobotę po raz pierwszy w Polsce zaprezentujemy artystę z wpływowej wytwórni Institubes. To właśnie tam wydają Surkin czy Para One; coraz częściej mówi się, że to właśnie oni przejęli pałeczkę na francuskiej scenie, po pogrążonym w kreatywnej śpiączce Ed Banger. Do nas wpadnie najmłodsza gwiazda z ekipy – Bobmo. Ten paryski producent, choć ledwie przekroczył dwudziestkę, już zdążył wyrobić sobie renomę na światowej scenie. Wydał do tej pory trzy epki i właśnie przygotowuje czwartą - „4000% Yes”. Styl jego produkcji, z racji wieku, może zadziwiać - artysta zerka przede wszystkim w stronę klasycznego techno lat 90., które łączy z nowoczesnym warsztatem produkcyjnym, tworząc zupełnie unikalne brzmienia. Tego samego wieczoru wystąpi również brukselczyk Surfing Leons, didżej oraz współorganizator jednej z największych balang w Belgii - Forma T. Wraz z nim występowali tam m.in. Justice, MSTRKRFT, A-Trak, Uffie, Kavinksy... lista nie ma końca. Ponadto Sekta & Kosakot oraz support w wykonaniu didżeja Najbardziej.

Po raz kolejny rozdamy trochę ciuchów Mishka, lecz impreza jest też początkiem drugiej współpracy, którą właśnie zaczęliśmy z firmą Reebok. Dzięki ich pomocy (oraz naszym wysiłkom) w najbliższych miesiącach nasze balangi odwiedzi kilka bardzo interesujących postaci. Te niezwykle tajne informacje sukcesywnie będziemy odsłaniali na naszym myspace i blogu;) Na zobaczenia na parkiecie.

6 września – Klub 55 – start: 22.00 – wstęp 15 / 20 PLN

20 comments:

hungry hungry models said...

a dlaczego na plakacie jest sierpień, dałny?

kosakot said...

bo dla nas wakacje nigdy sie nie koncza.

p.s.

dzienks

Anonymous said...

Kurde, poprawie zara. ;)

Łukasz said...

jeahh !

wojtek! said...

:)))

hungry hungry models said...

to the bobmobile!

maga said...

zajebiście, wreszcie mam nadzieję na porządne rejwowe brzmienie!

aneta said...

kurzy sie pod nogami na sama mysl.

Anonymous said...

od ilu lat mozna wchodzic?

kosakot said...

od 18. klasycznie.

Anonymous said...

niestety była duża selekcja na wejściu i co i rusz nie wpuszczali ludzi z byle powodu...a to miała być impreza przeciw takiemu czemuś =/

Anonymous said...

to nie selekcja, było opór ludzi i się nie mieścili

Łukasz said...

fajnie że sponsorują i ubierają Was dwie firmy, że impreza robi się super modna, że ściągneliście naprawde znanych ludzi na ostatnie kilka imprez no i ogółem z garażowej imprezy wyrosło to wszystko na naprawdę duże wydarzenie.
Ale pierwszy raz wybiegłem ( dosłownie ) z SG tak szybko i tak wcześnie...
Sorry, ale chyba z tego wszystkiego zapomnieliście o najważniejszej rzeczy - muzyce.Kim był ten człowiek który grał tak od północy do drugiej ? jednym słowem - nuuuda... ograne piosenki, przesłuchane, ' jakbym już gdzieś to słyszał ' . Jakbym chciał iść na breakDaFunk to bym wpadł do piątek w piątek... tak mnie to zmęczyło że nie doczekałem do bobmo który podobnież grał lepiej, no ale cóż...
Wiadomo że SG to modna impreza, ale to co się działo ostatnio przerosło wszystko. PRZElansowana... artykuł w Wyborczej ( WTF ?! litości... ale podejrzewam że nie macie zbyt dużego wpływu na to co tam się pisze ) ściągnął ludzi którzy... hm... nie za bardzo wiedzą o co chodzi. gostek który podbija do nas w sweterku w paski i pyta się czy to quo vadis, tyle buców którzy walą z bara i co chwilę przechodzą w tą i z powrotem na SG nigdy nie widziałem... pogadajcie z selekcjonerem bo troche zawiódł
No i ogółem troche impreza zmieniła klimat, z fajnej, wyluzowanej biby teraz staje się miejscem gdzie każdy ma parcie na szkło, żeby tylko mu cyknąć fotę itp itd.
Oczywiście prawdopodobnie mówię tak pod wpływem emocji, wkurzenia i rozczarowania, sam najczęściej wkręcam się w te wszystkie klimaty.. ale zawsze temu towarzyszyła muza najwyższych lotów...
ale oczywiście nie przestane chodzić na SG, emocje opadną i znowu będę czekał na bibe za miesiąc. Macie duży kredyt zaufania przez te wszystkie imprezy na których bawiłem się do upadłego :)

ps. trochę się rozpisałęm ale to są efekty pracy na nocnej zmianie :) dużo wolnego czasu...

Anonymous said...

raczej nie było ful, bo było niedługo po rozpoczęciu...i przed nami kilka osób było wpuszczonych, potem kilka nie za chwile znowu...każdemu którego nie wpuszczali mówili tylko że nie ma Cie na liście "spróbuj szczęścia za tydzień"...widocznie nie byliśmy wystarczająco wylansowani, nie mieliśmy spodni rurek itd itp...facet na wejściu każdego obcinał od dołu do góry...jaką padaka wogóle =/

Anonymous said...

to w koncu selekcja byla za ostra czy nieostra? ;)
w te sobote w wawce w ogole bylo dosyc specyficznie z powodu red bulla i koncertow pod palacem.
a sg muzycznie najlepsze od trzech imprez jak dla mnie, jak tam ktos slyszal break da funk, to niech sobie kupi nowe uszy.

^^ W said...

mam wrażenie, że w ciągu kilku ostatnich postów była mowa o innej imprezie...

było MEGA! (ale moze mnie tez kreci lans, komercha i spodnie rurki...whaterver)

b said...

czy ta selekcja to nie było przypadkiem sprawdzanie dowodów? :D
(ze znajomych wszyscy weszli, kilkanaście osób, a rurek nie miał - zapewne "niestety" - nikt. do tego kupa dresów w środku, ale chyba nikomu nie przeszkadzają, nie zaczepiają i potrafią się bawić, więc w czym problem?)

bobmo MEGA, w sumie dobrze ze zagral pozno i jak sie mocno rozluźniło, bo wcześniej tłok straszny

Anonymous said...

ciekawa impreza, pierwszy raz na SG, zaluje, ze przegapilem the bloody beetroots. teraz moze mstrkrft, wolny maja listopad :> ;)

co do krytyki łukasza, moim zdaniem to jest świetne, ze sekta i kosakot staraja sie promowac taka muzyke, inwestują w to, robią naprawdę 'good shiet', sami swietnie zagrali. artykuł w co jest grane to moim zdaniem tylko argument in plus, chcialbym, zeby sporo osób w polsce poznało french touch, cięższe paryskie elektro i nauczyło sie przy tym bawic.
a propos dja przed i po, bo grał również po bobmo ok 3;30, moim zdaniem swietnie zaklimatyzował sie za djka, zachowywał sie calkiem ok, wyglupial, powiedzmy, ze jako jedyny złapał jakis kontakt z ludzmi na parkiecie. a to, ze puscił stare organy dj shadowa, to tylko argument na to, ze wie, ze minute po zejsciu BOBMO trzeba jakos utrzymac ludzi na parkiecie :> bobmo, tez zagrał ograne jak cholera radio fireworks i inne kawałki. nie ma co narzekac.

jeszcze selekcja, to normalne zjawisko ;>? jezeli chodzi o 'dresów' paru quasi-dresów widzialem, tez sie zdziwilem, ale mi w klubie nikt nie przeszkadzał.
sam chce sie bawic w normalnym towarzystwie (haha rurki oznaka lansu?wtf stary, chyba 20 osób w tych samych okularach od kaynego westa albo samych oprawkach od okularów, to fail.), wiec jestem za ostra selekcja, mimo, ze nie przepadam za *bling bling* czy przelansowanym towarzystwem.

czekamy teraz na jakies wspomnienia w postaci zdjec.

b said...

mi rowniez pan dj przed/po bobmo bynajmniej nie przeszkadzal, zaraz po poleciał dobry set

Łukasz said...

tak jak pisałem - do bobmo nie doczekałem i żałuje. ale dla mnie przed bobmo była nuda - porównując do tego co mnie przyzwyczaiło SG. ale basta, o gustach się nie dyskutuje :)