Obcialem, jakos ze dwa tygodnie temu. Wstawiam zeby potem nie bylo ze "Sekta nie przyszedl na impreze, gral za niego jakis koles co go nie znam". ;)
Thursday, January 3, 2008
Wlosy.
Obcialem, jakos ze dwa tygodnie temu. Wstawiam zeby potem nie bylo ze "Sekta nie przyszedl na impreze, gral za niego jakis koles co go nie znam". ;)
Tuesday, January 1, 2008
Przed wszystkim to...
...szczęśliwego nowego roku. Gadaliśmy z Jankiem dnia pierwszego minut kilka (drink & dial), o tym, że był to dla nas nieźle przełomowy i udany rok. Także chciałem podziękować wszystkim, którzy przez ten czas wpadali na nasze słuchowisko muzyczne, znane szerzej jako SG. Było supcio. Mam nadzieję, że następny będzie dla nas równie progresywny, no i zabawowy na raz. Na razie taste of things to come, czyli super świeży artysta, którego znaleźliśmy na myspace - Janek robi mu remiksy, a ja zbieram do świnki - skarbonki kasę na honorarium. Hapi niu.
Friday, December 21, 2007
KRK 14.12.07






Przerywamy sen zimowy. Janek wrócił z Angli na święta, ja mam trochę mniej pracy i więcej chęci. W każdym razie od tej chwili blog znowu ożywa (słowo harcerza), podobnie jak Sorry, Ghettoblaster, które na dwa miesiące delikatnie przysnęło, przynajmniej na ziemi Warszawskiej. Bo Krakowską odwiedziliśmy w zeszłym tygodniu...
Do ex-stolicy sprowadził nas duet organizatorów znany jako Kreator Ustawien. Wycieczka odbywała się w składzie poszerzonym o Stanisława z Bobrowca, czyli słynnego bloggera i bon vivanta. Na miejsce dotarliśmy pociągiem, czego plusem była cena oraz komfort podróży, a minusem kompania żołnierzy koczujących na korytarzu, żywo kwestionujących naszą orientację seksualną (powodem były nasze głowy z włosiem nieco dłuższym niż klasyczny fryz na rekruta). W każdym razie gdy spojrzało się im prosto w oczy milkli i spuszczali wzrok. Może kac po Iraku?
W Krakowie byliśmy o 21, czyli z dworca prosto na imprezę. Jak się okazało, pomimo wcześniejszych obaw Janka, Qushi jest całkiem przyjemnym klubem. Zgodnie z miejscową tradycją mieści się oczywiście w piwnicy. Do środka wchodzi na oko jakieś 250 osób, wystrój raczej minimalistyczny, dancefloor w oddzielnej sali, soundsystem i didżejka całkiem spoko. Największym plusem tego miejsca jest jego menadżer, Mercedresu (prywatnie całkiem znany raggowy nawijacz). Bardzo kontaktowy koleżka, który próbuje w KRK rozkręcić coś więcej niż tylko lokal gastronomiczny z muzyką, a jak wynika to z jego opowieści, nie jest to za łatwe.
Wracjąc do wątku głównego, czyli występów artystyczno-melanżowych. Krakowska specyfika imprezowa jest nieco inna niż Warszawska. O ile Ghettoblaster w wawie przebiega, powiedzmy, jak parabola, to tutaj mieliśmy do czynienia z sinsusoidą. Wynika to z tego, że można bez problemu migrować między klubami gdyż a) są one obok siebie b) w zasadzie wszędzie wstęp jest bezpłatny. Podejrzewam, że dla organizatorów imprez to musi być niezły koszmar. Ja grałem pierwszy, jakoś po 22. O dziwo już po kilku minutach kilka osób zaczęło tańczyć. Jednak po chwili wszyscy wracali do baru, potem z powrotem na parkiet i tak w kółko... W ciągu godziny wszystko rozkręciło się i ustabilizowało, również dlatego, że raczej nieprzebierając w środkach cisnąłem electro-hip-hopowe remixy spod znaku A-Trak plus ziomki plus blogi i okolice. Gdy zmieniał mnie Janek szybko przekonał się o tym, co spotkało mnie wcześniej. Zagrał parę numerów typu oldschooli typu chicago house, czyli bardziej wymagająco, no i od razu połowa osób poszła odpocząć. Średnio komfortowa sytuacja dla didżeja. Szczęśliwie czas płynął wraz z alko w barze, Janek począł dosadniej cisnąć i wszystko zamieniło się w regularną balangę. Ja w tym czasie spożywałem wódkę wraz z nowo poznanymi kolegami oraz w.w. Stanisławem. O ile Stanisław po fakcie rozkręcił siebie i imprezę (m.in. za pomocą gołej klaty i tańca na głośnikach), to mnie z czasem złapała najgorsza czkawka w życiu. Mój problem postanowił rozwiązać barman, namawiając mnie na „niezawodny sposób”, czyli krupnik. Z jego relacji wiem, że spożyłem cztery porcje tego trunku, a że wcześniej byłem już lekko teges, to już potem byłem trochę nieteges. Także od tego momentu moja pamięć delikatnie szwankuje, w każdym razie trafiłem znowu za didżejke po Janku i zagrałem, co samo w sobie traktuję jako sukces. Do domu trafiliśmy około godziny 5 rano i daliśmy radę skonsumować jeszcze jajka na maśle. Tutaj wielkie podziękowania dla naszych gospodarzy, którzy nie tylko nas przenocowali, ale następnego dnia ugościli fantastycznym śniadaniem, po którym Staś, ubogi brytyjski student, zaczął zadawać nieco krepujące pytania w rodzaju „czy zawsze jadacie takie śniadania w Krakowie?”.
Do pociągu powrotnego wskoczyliśmy pół minuty przed odjazdem, po biegu przez środek Galerii. Na dowidzenia przygrywał nam ksiądz z gitarą i grupą zakonnic. Chociaż tak w zasadzie to nie nam, tylko zakonnicy która wyjeżdżała pewnie gdzieś na weekend (lub na dłużej do Etiopii). Tak czy siak - było ekstra.
p.s.
Jeszcze raz dziękujemy organizatorom za super miłe przyjęcie. I przepraszamy za ubogą tematykę zdjęć, które przedstawiają głównie bawiącego sie Stasia. Ponieważ i on miał aparat, na pewno za jakiś czas pojawią się jakieś ciekawsze foty na jego uber-hot blogu http://bobrowiec.ownlog.com.
Friday, November 9, 2007
Vienna.










Gralem ostatnio w Wiedniu. Nie mam jednak zadnego zdjecia z samej imprezy jako ze bylem zajety graniem a po graniu udalem sie odrazu do hotelu. Jestem przeciwienstwem Kosakot'a ktory za kazdym razem gdy konczymy grac Sorry, Ghettoblaster (zazwyczaj o 5 rano) wyrywa sie zeby jeszcze jechac na zupke chinska na stadion XX lecia albo chociaz do Przekaski Zakaski na Krakowskim. Ja jestem "kapciem" i domatorem wiec po imprezie najchetniej wracam do lozka. Tak tez bylo w tym wypadku. A wiec nie ma zdjec z imprezy (ponad 300 gosci z tego co pamietam?), sa tylko zdjecia z dnia nastepnego ktory spedzilem z organizatorem calego zamieszkania - Mattem Modnym chodzac po centrum i czekajac na moj lot powrotny. Juz na lotnisku okazalo sie ze samolot do Londynu jako jedyny jest opozniony. Spedzilem wiec kilka dodatkowych upojnych godzin chodzac bez wyraznego celu po strefie bezclowej, ogladajac w kolko te same stoiska z czekoladkami, sklepy Hugo Boss'a i inne, krecac film kamera wbudowana w MacBook'a i prowadzac videorozmowe ze Stasiem Bobrowcem oraz Wladkiem. Jeden wlasnie wychodzil na koncert Uffie a drugi wlasnie lezal.
Monday, November 5, 2007
Hint Mag + Sekta
Jest taki magazyn modowy, nazywa sie HintMag i jakis czas temu wyslali mi email pt. "HintMag loves Sekta" czy jakos tak. Generalnie chodzilo o to ze chcieli moj kawalek podlozyc pod swoj slideshow modowy. Wyslalem im mp3, potem zapomnialem. Teraz kolezanka K. daje mi znac ze wlasnie odwiedzila HintMag i znalazla taki link: http://www.hintmag.com/deckbrained/deckbrained.php
Ja to sie wogole nie znam, nie mam czsu nawet zeby sprawdzic. Mozliwe ze gdzies na ich stronie jest albo jeszcze sie pojawi ten pokaz mody z moja muzyka w tle. Zapraszam jak macie czas.
Ja to sie wogole nie znam, nie mam czsu nawet zeby sprawdzic. Mozliwe ze gdzies na ich stronie jest albo jeszcze sie pojawi ten pokaz mody z moja muzyka w tle. Zapraszam jak macie czas.
Subscribe to:
Posts (Atom)