
Parę updateów z mojej strony. Niestety nie miałem ostatnio czasu na bloga w związku z powrotem na studia i szokiem organizacyjnym z tej okazji. W każdym razie. Jutro gram w Vinylu przed Krazy Baldheadem (plus Artur8 plus legenda old schoolu, Maciek Sienkiewicz). Sytuacja jest co najmniej ciekawa z kilku powodów. Po pierwsze, Krazy Baldhead jest pierwszym reprezentantem Ed Banger (taka tam wytwórnia z kraju żaby) który odwiedza Polskę. Zapowiedzi było mnóstwo. Miała być Uffie, mieli byc Justice, miał być DJ Mehdi. Jest Szalony Łysol. Wiele osób może go nie kojarzyć z Ed Banger, bo za wiele osób po prostu go nie kojarzy. EPki Baldheada nie zdobyły jakiejś niezwykłej popularności, ale podobno jego live act (bo tylko tak gra), jest całkiem spoko. W każdym razie tak czy inaczej przekonamy się, jaki jest głód na Ed'owych arystów. To raz. Bo dwa to przekonamy się, jak Vinyl sobie daje radę z electro. Dla mnie to klub tysiąca zalet i tysiąca wad. Najlepszy sound system w Polsce (niewiarygodny, będzie mi głupio odpalać mp3 z nowo nabytego Serato), cider z kija (jedyny w Polsce), ogólnie full pro. Versus - poważni panowie ochroniarze, czerwony dywan przed wejściem, atmosfera, która sprawia, że nie czuję się tak jak na balandze, tylko jak w... klubie (clubbing i clubberzy - brzydkie słowa z końca lat 90.). No i na koniec nieco niesprecyzowana publiczność. Tak czy inaczej jestem dobrej myśli, nie spodziewam się rejwu, ale może być całkiem na temat.